*** INDEX * IKONY * OBRAZY * WYSTAWY * RECENZJE * GOŚCIE * IMPREZY * BIOGRAFIA * LINKI * KONTAKT * MAPA STRONY *

Pytania i odpowiedzi
Moje miasto
Mój dom
Warsztat
Wiersze

 

lastyk. Pracownia Plastyczna. współtwórca, scenograf i aktor Teatru "Quasimodo" (1960-64) oraz w Zespole Satyrycznym, założyciel zespołu "Walcmany", Teatru Małych Form, Teatru Poezji, Zespołu Estradowego i Kółka Plastycznego, wiceprezes Klubu Filmowego "Profil", autor filmów krótkometrażowych, założyciel kabaretu MKS i jedynej w kraju Galerii Ludzi Morza, pilot wycieczek. 72-600 Świnoujście, skr. poczt. 402. Kraków, 23.11.1944. Katarzyna (1964), Barbara (1966), Jacek (1966). Zygmunt, ułan, odznaczony medalem Piłsudskiego i Władysława Krzewińska. 1967 Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu, Studium Teatralne przy Wojewódzkim Domu Kultury we Wrocławiu. 1962-64 Miejski Dom Kultury w Lesznie, dekorator, 1964-75 Miejski Dom Kultury w Górze Śląskiej, z-ca dyrektora, kierownik Poradni Metodycznej, 1975-76 kierownik Zakładu Dekoratorskiego w Górze Śląskiej, 1977-78 właściciel Zakładu Ceramicznego, 1979 Domy Wypoczynkowe, instruktor, 1979-89 Morski Ośrodek Kultury i Informacji w Szczecinie - Filia PPDiUR "Odra:, właściciel Galerii Twórczości Ludzi Morza w Domu Rybaka, 1989-92 właściciel "Galerii TZ", 1992-95 "Sekret s.c.", kierownik Agencji Reklamowej, 1998-2001 Miejski Dom Kultury, od 2001 rencista. od lat tworzy niepowtarzalnie piękne ikony, wykonywane starą techniką malarską, jako jedyny artysta w Polsce posiada zgodę kościoła prawosławnego na malowanie ikon. liczne wystawy indywidualne i zbiorowe w kraju i zagranicą, autor wystroju kaplicy w klubie "Stella Maris" w Świnoujściu, Plener Malarski w Macedonii 1999, Międzynarodowy Plener Artystyczny w Międzyzdrojach 1998, "Misterium" Muzeum w Stargardzie 1999, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie wystawa 1992, Ińskie Lato Filmowe - Performens. Zasłużony Działacz Kultury, Zasłużony Pracownik Morza. współzałożyciel Stow. Miłośników Zabytkowych Bunkrów "Reduta", Stow. Latarni Morskich, Rotary Club, Związek Polskich Artystów Malarzy i Grafików. las, przyroda, antyki.

- ""WHO IS WHO""" --------


"Pocałunek Muzy"
Malarz ikon
GŁOS 15-16.05.1999 r.

Urodził się w czasie wojny w Bieżanowie, |ówczesnej podkrakowskiej wsi, która obecnie jest dzielnicą Krakowa. O mały włos do tych narodzin w ogóle by nie doszło... Matka miała przygotowane miejsce w schronie, w którym miał się odbyć akt połogu. Przez przypadek znalazła się w tym czasie w pobliskiej chacie. I to uratowało życie jej i dziecku. Bo w bezpieczny schron uderzyła bomba i nic z niego nie zostało. I tak w znaku Strzelca przyszedł na świat Tadeusz Zieliński, którego -jak przypuszcza - Muza musnęła pocałunkiem już w chwili narodzin. I czuje jego moc przez całe życie...

Przypuszcza nawet, że - jeśli wierzyć w reinkarnację - w poprzednim wcieleniu miał również do czynienia ze sztuką, albo przynajmniej z tzw. rzemiosłem artystycznym, które na przykład w średniowieczu było niezwykle cenione. „ Posługiwanie się technikami malarskimi starych mistrzów przychodzi mi z wielką łatwością „ komentuje. „A pisanie pismem gotyckim jest dla mnie naturalną umiejętnością, choć nigdy się jej nie uczyłem”.

Według horoskopu chińskiego jest Małpą. I to - jak twierdzi -warunkuje całe jego życie, które nazywa "cygańskim". „Muszę się imać wielu działań, aby czuć się spełnionym” mówi. Występował na scenie, grał w rozmaitych teatrach i teatrzykach, był bokserem, uwielbia żeglarstwo, potrafi wytwarzać cudeńka w piecu ceramicznym.

Najważniejsze jest jednak malarstwo. Rysował i malował od zawsze. Od zawsze wiedział, że chce to robić. Do Liceum Plastycznego zdawał w tajemnicy przed ojcem, który nie chciał mieć w rodzinie artysty. - Był przedwojennym policjantem i uważał, że syn w szkole plastycznej, to po prostu wstyd - komentuje Tadeusz Zieliński.

Mieszkał w różnych rejonach kraju. Miło wspomina na przykład okres pobytu w Górze Śląskiej, gdzie powstał zespół "Walcmany", który odniósł sukces na Festiwalu w Opolu. Dwadzieścia lat temu znalazł swój dom w Świnoujściu. -Urzekła mnie Wyspa, jej położenie, malowniczość krajobrazu, bliskość wielkiej wody, po której żeglują statki - mówi. - Wiedziałem, że mieszkają tu ludzie nietuzinkowi, ale o trudnych charakterach, to stanowiło wyzwanie. Mieszkałem wtedy na południu Polski i uważany byłem za jednego z zamożniejszych ludzi. Miałem dom, samochód, prywatny zakład ceramiczny, bogate zbiory antyków. Los jednak lubi płatać figle i stało się tak, że wszystko to utraciłem niemal w ciągu jednego dnia. Skojarzenie z rozbitkiem i wyspą było oczywiste. Za ostatnie pieniądze pojechałem więc do Świnoujścia i zacząłem tu nowe życie stając twarzą w twarz z wielkim żywiołem morzem. Zrozumiałem, że tu jest moje miejsce, choć bywały różne chwile, także bardzo trudne.

Malował zawsze, ale już nawet nie pamięta, kiedy powstała pierwsza ikona. Było to bardzo dawno temu, choć pewnie już na Wyspie. - Zobaczyłem raz ikonę przedstawiającą Św. Mikołaja -wspomina. - To była postać nie ziemska, nie z tego świata, jakby z kosmosu. Poczułem, że chcę namalować coś podobnego, Moja pierwsza ikona powstała na kawałku torfu. Nie potrafię zliczyć, ile w sumie ich namalowałem. Wiele z nich zdobi świątynie w kraju i za granicą. Niejednokrotnie prezentowałem je na wystawach w Bawarii, nieraz po 50 sztuk za jednym razem.

Dla Tadeusza Zielińskiego malowanie ikon jest swoistym misterium. - Staję przy sztaludze, wyciszam się, uspokajam się, wprowadzam w lewitujący, modlitewny nastrój - zwierza się. - Prawosławni twierdzą, że ikony maluje sam Pan Bóg. Często robią to mnisi w czasie postu i modlitwy. Każda ikona musi być przeżyta i przemodlona. Tak to czuję. Zresztą w ogóle malowanie jest dla mnie momentem wyciszenia. Kiedy z kolei potrzebuję kontaktu z ludźmi, biorę gitarę i gram.
Interesują go nie tylko ikony. -Właściwie maluję wszystko -mówi. - Artystą może być każdy, ale powinien umieć to udowodnić. Naprawdę jest nim ten, kto potrafi utrzymać się ze sprzedaży swoich prac. Staram się dążyć do tego, choć - trzeba przyznać - nie jest to łatwe w dzisiejszych czasach.

"Pocałunek Muzy" wywarł wielki wpływ na jego poglądy na życie. - Nie cierpię kłamstwa i. sam nie kłamię - mówi. - Nie jest tak dlatego, że jestem tak szlachetny. ale po prostu wygodny. Bo każde kłamstwo pociąga za sobą następne, co w konsekwencji gmatwa życie, a ja lubię proste i jasne sytuacje. Brzydzę się chamstwem i prostactwem. Kocham i lubię być kochanym. Uważam, że miłość jest motorem wszystkich ludzkich poczynań, choć ponad miłostki cenię sobie prawdziwie męską przyjaźń. Myślę też, że każdy uczciwy człowiek dojdzie w końcu kiedyś do prawdy odwiecznej: "Wiem, że nic nie wiem".

Tadeusz Zieliński uważa się za człowieka głęboko wierzącego, choć nie "kościółkowego". Wielką satysfakcję sprawia mu fakt, że. jego prace znaleźć można w świątyniach. Sam zaprojektował i zrealizował wystrój kaplicy ekumenicznej "Stella Maris " w Świnoujściu. - Marzę o zbudowaniu świątyni, w której znalazłby się dzieła malarstwa, rzeźby, instalacje przestrzenne - mówi. - Marzę o stworzeniu świątyni ponad wyznaniowej, w której przy wykorzystaniu wielu środków artystycznego wyrazu, odbiorca miałby do czynienia ze swoistym sacrum, zrozumiałym dla wszystkich ludzi, bez względu na wiek, pleć, pochodzenie, kolor skóry i światopogląd. Marzę o wybudowaniu na mojej ziemi domu pracowni, w której spotykać by się mogli wszyscy, nie tylko uznani artyści.
Czy spełnią się marzenia malarza ikon?

HALINA KAPANOWSKA



Sto portretów Lenina

Malować w bunkrze nie można, bo światło nie jest malarskie, choć wewnątrz jest jasno, mimo że na wpół pod ziemią. Okna są od południa. A światło w pracowni powinno być stałe, żeby cień nie wędrował po modelu.
Dlatego Tadeusz maluje przeważnie na dziedzińcu.

- Kiedy pracowałem w szołbiznesie, na malarstwo nie było czasu. A to jak z grą na skrzypcach. Jeśli nie grasz jakiś czas, musisz potem zaczynać od początku, uczyć się od nowa. W końcu zacząłem malować socreal, dla pieniędzy. Dla siebie malowałem ikony. Zresztą nie - zamyśla się. - Przecież nie maluje się dla siebie. Sztuka nie istnieje bez odbiorcy. Jeśli ktoś twierdzi, że tworzy dla siebie, to albo kokietuje, albo jest kiepski. Na socrealu zarabiał nieźle. Sekretarz z Wrocławia albo dajmy na to z Góry Śląskiej zamawiał przed obchodami majowymi sto portretów Lenina. Zieliński rozstawiał sto sztalug i malował taśmowo. -Szedłem i malowałem; oko, oko. oko, oko, a potem drugi obchód i nos, nos, nos. Oj, Lenin pozwolił mi zarobić mnóstwo pieniędzy...