Czasem to nie człowiek znajduje sobie dom, ale to właśnie dom
szuka sobie gospodarza. Bywa,
że szukają siebie nawzajem.
I choć to cud odnaleźć się w bezmiarze świata, to przecież
cuda się zdarzają...

 

 

FORTY
FOTOGALERIA
fotoDETALE
KSIĘGA GOŚCI

Bez kapuścianych głów

unkier pamięta lata osiemdziesiąte XIX wieku. Drzewa zdążyły wyrosnąć i przeminąć na jego kopulastym wierzchołku. Przysypany kilkumetrową warstwą ziemi spał, jak niedźwiedź w gawrze wyrywany ze snu na krótko, a to z powodu wojny światowej albo dlatego, że ktoś chciał w jego pięknie sklepionych piwnicach przechowywać kapustę. Rosjanie, którzy zawładnęli tym miejscem po wojnie, postawili na szczycie wieżę dla karabinu maszynowego. Pozostały po niej ślady. Bunkier nie chciał ani Rosjan, ani kapuścianych głów.

Buttons Figurka1 Figurka2 Lampa1

- Miejsca mają swoją duszę. Jeśli wejdzie się do pomieszczenia, w którym nigdy nie palono papierosów, to nawet najbardziej zagorzały palacz nie sięgnie po zapałki. Bo miejsce sobie tego nie życzy, Tak działa jego magia - rozkłada ręce pan Tadeusz. - I tak jest z bunkrem. Wiem, że mimo jego militarnego przeznaczenia, nigdy nie stało się tutaj nic złego, l dlatego to miejsce dobre do życia.

Pegaz1

"Czy ja wybrałem to miejsce, czy raczej ono mnie? Chyba po prostu wyszliśmy sobie naprzeciw. Szukałem latami. Próbowałem osiąść w bardzo różnych miejscach. W końcu w Świnoujściu, choć nie było to miasto przyjazne. Ale czułem, że powinienem szukać tutaj, że jestem blisko - wyznaje. l któregoś razu, ze cztery lata temu, zobaczył bunkier. - Brodziłem po kostki w wodzie i myślałem: „Boże, co za ruina! Po co mi to wszystko, co ja z tym zrobię?" - wspomina. - Ale nie mogłem się wycofać, coś szeptało mi: „Zostań, nie na śmieci patrz, ale na to, co zakryte dla oczu", Spojrzałem na sklepienia. Na ich kształt tak skrojony, że nawet bez zaprawy będą się trzymać wieki.

Już tyle razy zaczynałem od nowa... Zakasałem rękawy i zacząłem sprzątać..."


iedy Tadeusz Zieliński rozpoczął starania o wydzierżawienie bunkra, urzędnicy stukali się w głowy. Ale prezydent miasta zaryzykował. Oddał malarzowi bunkier na trzydzieści lat. A dziś przybywają tu ludzie z całej Polski - wśród aktorów z Festiwalu Gwiazd rozeszło się, że to miejsce magiczne. Że kto wstąpi na chwilę, zostaje na godzinę, a kto wpadł na godzinę, wychodzić nie chce w ogóle. Piosenkarzy zwabił hrabia Jacek Nieżychowski, autor książek o kuchni ziemiańskiej, a potem, po kilku koncertach na dziedzińcu zastawionym rzeźbami, ceramiką i deskami pod ikony, potoczyło się już sarno. - Dziś już po prostu informują mnie tylko, że będą grać i właściwie to nie mamy z Bożka wyboru, samo się tak dzieje - uśmiechają się oboje. - Ostatnio grał bluesman Izba Izbiński, gitarzysta „Samych Swoich", wg Ptaszyna Wróblewskiego – najlepszy głos bluesowy w Europie. Pojawił się też Maciek Kuroń. Najpierw o mały włos nie spalił kuchni, a potem spróbował specjałów jej kapłanki, Bożeny, bliskiej przyjaciółki Tadeusza, i od tamtej pory przyjeżdża już tylko smakować potrawy.